
| Start |
| Misja |
| Aktualności |
| Publikacje |
| Nasi Darczyńcy |
| Kontakt |
| Linki |
| Greenway 2000 I |
| Greenway 2000 II |
| Greenway 2001 |
| Greenway 2005 |
| Księga Gości |
| Lesko - Tarnawa G. |
| Smolnik - Rzepedź. |
| Wola Miech. - Baligród. |
| Rzepedź - Kalnica, |
| Baligród - Wołkowyja |
| Rajskie - Smolnik |
| Cisna - "Sine Wiry" |
| Komańcza - Cisna |
| Zatwarnica - Krywe |
| Cisna - Cisna |
| Greenway 2000 I |
|
Wyprawa do słowackiego Morskiego Oka
Nasz pierwszy wypad rowerowy poza granice Polski zaplanowaliśmy wiosną. Chcieliśmy wypróbować świeżo otwarte przejścia graniczne do Słowacji dla ruchu pieszego i rowerowego. Wyjechaliśmy z Leska w piątek późnym popołudniem i ruszyliśmy obwodnicą bieszczadzką w kierunku Cisnej. Dojechaliśmy na miejsce po godzinie 17 i zamierzaliśmy jechać do Roztok Górnych, aby jeszcze przed zmrokiem przekroczyć granicę. Na miejscu okazało się jednak, że przejście jest czynne tylko do godziny 18. Zdecydowaliśmy się rozbić namioty obok schroniska górskiego znajdującego się 3 km od granicy. Wieczorem podjechałem wraz kolegą do granicy. Droga do granicy prowadzi przez las bukowy wąską kamienista drogą. Pokonujemy stary rozwalający się most nieremontowany od dawna. Po dwóch kilometrach podjazdu docieramy do przełęczy. Przed nami wspaniały widok na pasma górskie i opuszczone słowackie doliny. Tuż za granicą spotykamy grupę Słowaków, którzy radzą nam jakimi drogami mamy jechać w kierunku Sniny, celu naszej podróży. Żegnamy towarzyskich Słowaków i zjeżdżamy do obozu pod schroniskiem. Sobota Przywitała nas deszczem i chłodnym mglistym porankiem. Gospodarz schroniska częstuje nas gorącą kawą i odradza nam kontynuowanie wyprawy w taką pogodę. Ostrzega nas, że mamy do przejechania wiele kilometrów przez tereny nie zamieszkałe od czasów wojny. Mimo nasilającego się deszczu ruszamy w kierunku przełęczy drogą po której płyną strumienie wody. Docieramy do przełęczy, która wita nas słońcem zaglądającym zza chmur. W dobrym humorze przekraczamy granicę. Czeka nas teraz 5 km zjazdu krętą kamienistą drogą do wysiedlonej miejscowości Ruskie. Mijamy dziwne szałasy po obu stronach drogi, przy których koczują grupy ludzi paląc ogniska, śpiewając pieśni. Jedna z takich grup zachodzi nam drogę zapraszając do swojego ogniska. Okazuje się, że są to byli mieszkańcy tych terenów, wysiedleni przymusowo w okresie powojennym. Jednak wiedzieni wspomnieniami i tęsknotą wracają w te strony na doroczny zjazd mieszkańców Ruskiego. Sami o sobie mówią, że " my nie jesteśmy Słowakami czy Ukraińcami, my jesteśmy Ruskie". Mieszkańcy długo i szczerze zachęcają nas abyśmy zatrzymali się na czas zlotu, którego inauguracja ma nastąpić w dniu następnym. My jednak ruszamy w dalszą drogę, która biegnie wzdłuż sztucznego jeziora, malowniczo położonego między zalesionymi wzgórzami. Po dwóch godzinach docieramy do Sniny, skręcamy w lewo i pokonujemy stromy podjazd, prowadzący do Snińskich Rybnik. Odnajdujemy tutaj kompleks basenów wybudowanych na skraju lasu, w którym między drzewami rozlokowano campingi i domki letniskowe. Rozbijamy namioty i po odpoczynku nad basenami ruszamy na zwiedzanie okolicy. Rozchodzą się stąd szlaki turystyczne prowadzące nad słowackie Morskie Oko. Przez Snińskie Rybniki biegnie szlak rowerowy prowadzący do przejścia granicznego na Ukrainę. Nasze plany na popołudnie to dotarcie nad Morskie Oko. Ruszamy drogą asfaltową prowadzącą ciągle pod górę. Kiedy do celu wyprawy pozostaje już nieduży odcinek drogi, następuje gwałtowne załamanie pogody. Spada na nas gwałtowna górska ulewa, próbujemy jeszcze kontynuować jazdę nie zrażając się strumieniami wody spływającymi nam po plecach. Dalsza część szlaku wiedzie leśną drogą, która stała się nieprzejezdna. Zawracamy do obozu. Wieczór spędzamy przy wspólnym ognisku z grupą Słowaków, którzy rozbili namioty obok nas. Niedziela Budzimy się w kałużach wody. W nocy przeszły kolejne ulewy nad polem namiotowym. Dzień zapowiada się deszczowy, więc postanawiamy udać się w drogę powrotną. Tym razem trasa wiedzie przez Sninę i Osadne, z którego prowadzi niebieski szlak turystyczny zmierzający do granicy z Polską. Po minięciu Osadnego w strugach deszczu skręcamy w las i podążamy wzdłuż szlaku, który wąską leśną drogą prowadzi ciągle w górę. Nasze rowery obciążone sakwami grzęzną w błocie. Z trudem pokonujemy przełęcz prowadzącą do granicy, słysząc w oddali gwizd odjeżdżającej bieszczadzkiej ciuchci. Zmuszeni jesteśmy jechać wzdłuż torów do Cisnej, a z Cisnej już drogą asfaltową prosto do Leska. Była to nasza pierwsza rowerowa wyprawa poza granice kraju. Trudne warunki pogodowe były świetnym sprawdzianem dla naszego sprzętu i naszej wytrzymałości, nie zniechęciły nas jednak do dalszych wypraw. Zdobyte doświadczenia zostały wykorzystane w kolejnej wyprawie prowadzącej do węgierskiego Tokaju. |