|
Zaprasza my do udziału w I maratonie zimowym 2010r. organizowanego przez grupę Cyklokarpaty . Start odbędzie się z Zagrody "Chryszczata" w Smolniku gm. Komańcza, wysokość ok. 310 m.n.p.m. Wyścig będzie miał charakter uphillu (tylko podjazd). Trasa biegnie przez miejscowości Smolnik i Mików. Meta znajduje się na Przełęczy Żebrak!
Zima w pełni - koniec stycznia, 30 cm śniegu, minus 5oC, krótko mówiąc - raj dla narciarzy. To oznacza, że pora rozpocząć sezon ... rowerowy!  Relacja Bartka z otwarcia sezonu 2010:
Zawodnicy z klubu "Baszta" Lesko, w najmocniejszym składzie ;) ja i Bies, w ostatni weekend otworzyli sezon maratonów rowerowych pierwszym dużym treningiem. Z założenia miała być krótka trasa na początek sezonu. Dużo nie zastanawiając się pojechaliśmy do Bezmiechowej przez las zaczynając od Jankowiec. Na dzień dobry - stromy podjazd. Brak kondycji daje się we znaki - puls 185 - w moim przypadku. Bies lepiej – wystrzelił do przodu niczym z procy na nowym rumaku. Dalsza część podjazdu bardziej stroma, więc ledwo jadę 1x1 z nogi na nogę robiąc chwilowe przerwy, aby nie dostać zapalenia płuc czy zawału serca ;D. Po długiej, samotnej walce z górą osiągnąłem szczyt, a na nim czekał już na mnie Bies lekko zmarznięty z braku ruchu. Mój wjazd na szczyt chwilę potrwał. Po krótkiej przerwie na złapanie oddechu, ruszyliśmy wspólnie szczytem w stronę lasu. Droga, którą wybraliśmy jest dość często używana. Śnieg ubity, więc dobrze się jechało. Po kilku minutach jazdy i wyrównaniu tętna do 150 uderzeń na minutę, dotarliśmy do leśnego skrzyżowania.  Ślady pojazdów rolniczych prowadziły prosto i w prawo. Nasz zjazd do Bezmiechowej odchodził w lewo i był zasypany śniegiem. Jazda po około 20 cm śniegu wymagała od nas większego wysiłku, ale sprawiała też wiele radości. Początkowo zjazd o małym nachyleniu przechodził w coraz bardziej stromy i pomimo kilku lądowań w śniegu na ukrytej w zaspie koleinie, zjechaliśmy do asfaltu w Bezmiechowej bez większych trudności. Po zjeździe mieliśmy jednak niedosyt jazdy i z ust Biesa padło pytanie:
- To co? Szybowisko? - Pewnie! Po tym krótkim dialogu obraliśmy kurs na szybowisko w Bezmiechowej Górnej. Po paru kilometrach asfaltu wjechaliśmy na drogę prowadzącą na szczyt. Nawierzchnia normalnie jest asfaltowa, ale z uwagi na fakt, że o tej porze roku nie jest uczęszczana była pokryta śniegiem. Dla nas to nie jest problem – jedziemy twardo. Na pierwszym długim i stromym podjeździe mijamy grupę ludzi z dziećmi na sankach i zastanawiamy się, dlaczego patrzą na nas jak na wariatów?:D Szczyt i kawałek prostej na odpoczynek, po której czeka na nas jeszcze bardziej stromy podjazd krętą drogą przez las. Jedziemy dalej twardo „łeb w łeb”. Serce mało mi nie wyskoczy – tętno 191! Takiego tętna nie miałem nawet podczas maratonu. Po długiej męczącej walce z górą i samym sobą osiągnęliśmy szczyt szybowiska – 631 m.n.p.m. Na szczycie czekał nas zimny i porywisty wiatr oraz dwóch kolegów uprawiających Speedriding, czyli jazdę na nartach połączoną z lataniem na paralotni.
Z powodu zimna musieliśmy się szybko ewakuować. Po trudnym technicznie zjeździe ośnieżoną drogą, czekał nas długi asfaltowy powrót do domu. I tak z małego treningu zrobił się mały maraton. Pokonaliśmy łącznie 29 km po terenie i asfalcie, w czasie 2 godzin i 23 minut samej jazdy ze średnią prędkością 12 km/h. Łączna suma przewyższenia całej trasy wyniosła 593m, mój średni puls to 159 uderzeń na minutę, a maksymalny 191. Podsumowując mogę stwierdzić, że nasze rozpoczęcie sezonu było bardzo udane. Nie spodziewaliśmy się, że damy radę przejechać taką trasę na początek, ale udało się. Przy okazji można było podziwiać przyrodę w środku zimy - na szczęście niedługo wiosna! Chętnych zapraszamy do wspólnych wycieczek i treningów oraz wyjazdów na maratony rowerowe Cyklokarpaty. Bartek
|